Biodegradowalne samochody to żadna nowość

Powozy bez koni – tak początkowo nazywano samochody
Trudno dziś uwierzyć, ale pierwsze samochody użytkowe powstawały z materiałów biodegradowalnych. Stal, drewno, skóra – to były podstawowe surowce, które stosowano do ich budowy.
Oczywiście zastosowanie takich materiałów nie było zamierzone ekologicznie. Takie były możliwości ówczesnego przemysłu. Ponadto pojazdy i kierowców traktowano bardzo surowo – miały to być proste konstrukcje obsługiwane przez silnych ludzi. To dlatego przez dziesiątki lat nie było w kabinach ogrzewania, a nawet szyb!
Podobnie było z kołami. Pierwsze felgi powinny mieć miano holzfelgi, bo wykonane były z drewna. Szprychy toczono z drewna, a kołodziej wyprawiał łuki, z którymi łączył je w koło. Tak, ówczesna wulkanizacja nazywała się zakładem kołodziejskim. Co ciekawe, z branży wywodził się legendarny władca Polski Piast Kołodziej.

Drewniane koła były standardem przez pierwszych kilka dziesięcioleci motoryzacji
Koła z drewna nie miały prawie żadnej amortyzacji, a zadaniem resorów nie było zapewnienie kierowcy luksusów czy bezpieczeństwa, ale ochrona przed wibracjami całej konstrukcji. Dopiero z czasem pojawiły się masywy gumowe instalowane na drewnianych rafkach. Ale wówczas to wystarczało. Ciężarówka jadąca z prędkością 40–50 kilometrów na godzinę to był „demon prędkości” – najczęściej było to około 30 km/h. Przy takich wartościach drewniane koło wystarczało.
Najczęstsze awarie ówczesnych kół to pęknięte szprychy czy gnijące obręcze. Potrafił je naprawić każdy kowal czy kołodziej, a takich nie brakowało. Sama popularność nazwiska Kołodziejski w Polsce świadczy o tym, że to był popularny fach. Właściwie w każdej wsi istniał zakład kowalski, który był w stanie poradzić sobie z awarią na drodze. To były czasy!
Tagi
Masz sugestie albo zauważyłeś błąd na stronie?
Przeczytaj również
©2026 opony.media











